środa, 27 listopada 2013

Pierwszy księżyc

Oto opowieść, jak celebrowano pierwszą miesiączkę - pochodzi z cytowanej ostatnio na blogu książki  'Czerwony namiot'', która zrobiła na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Chciałabym, aby u nas pierwsza miesiączka była czasem  świętowania, radości i dumy z bycia kobietą, momentem uświadomienia sobie więzi z matką-ziemią, ze wszystkimi kobietami.



''Ucałowała mnie w oba policzki i zaraz potem zgromadziły się obok nas ciotki, które kolejno witały mnie pocałunkami. Szwagierki klaskały w dłonie i wszystkie mówiły jedna przez drugą. Przybiegła też Inna, aby sprawdzić, co się takiego stało, i zobaczyła, że otacza mnie wieniec uśmiechniętych twarzy.


Było już prawie ciemno i ceremonia zaczęła się, zanim do mnie dotarło, co się właściwie dzieje. Inna przyniosła kubek z polerowanego metalu napełniony krzepkim winem, tak ciemnym i słodkim, że ledwie poczułam jego moc. Ale już niebawem zaczęło mi się kręcić w głowie, gdy tymczasem moje matki szykowały mnie, malując spody moich stóp i wnętrza dłoni henną. Potem zaś, inaczej niż w przypadku oblubienic, dodały jeszcze czerwoną kreskę biegnącą od pięt aż do łona, a od rąk wykreśliły wzór z kropek prowadzący do pępka. 
Później uczerniły mi oczy (''Abyś daleko wybiegała wzrokiem'') i uperfumowały mi czoło i pachy (''Abyś mogła przespacerować się pośród kwiecia''). Zdjęły ze mnie bransolety i szatę. To chyba przez wino nie wypytywałam ich,dlaczego tak starannie mnie wymalowały i wypachniły a potem odziały w zgrzebną, tkaną w domu szatę.(..)


 Były takie dobre,  takie zabawne, takie słodkie. Nie pozwoliły mi jeść samodzielnie, tylko własnymi palcami wkładały mi do ust najsmakowitsze kąski. Masowały mi kark i plecy tak długo, aż stałam się giętka niczym kot. Zaśpiewały wszystkie znane nam pieśni. Matka stale dolewała do mojego pucharu i co rusz przykładała mi go do ust, tak więc już niebawem miałam trudności z mówieniem, a otaczające mnie głosy zlały się w jeden donośny, przepełniony szczęściem gwar.(..)
Śmiałam się tak, że aż mnie rozbolały boki  twarz. 
Jakież wspaniałe okazało się bycie kobietą!(..)

W następnej chwili znalazłam się na zewnątrz razem z matką i ciotkami. Stałyśmy na spłachetku ziemi obsianym pszenicą, w samym środku ogrodu -  w sekretnym miejscu, gdzie sadziło się ziarno przeznaczone na ofiarę. Gleba przygotowana zawczasu do zasiewu czekała na powrót księżyca i mnie ułożono właśnie na niej, twarzą w dół, całą nagusieńką. Dygotałam. Matka przycisnęła mój policzek do ziemi i okryła płaszczem moich własnych włosów, a potem rozpostarła mi ramiona, abym ''objęła ziemię'', wyjaśniła szeptem. Zgięła mi jeszcze nogi w kolanach i zetknęła razem pięły, abym ''oddała pierwszą krew ziemi''. I gdy poczułam powie nocnego powietrza na swoim przyrodzeniu, zdziwiłam się i zachwyciłam, że jestem taka otwarta pod kopułą nieba. Wtedy kobiety utworzyły krąg. (..)
Ciszę przerwał głos (..):
-Matko! Przyjmij tę ofiarę z krwi twej córki, w imieniu jej matki, w twoim imieniu. Oby żyła w jej krwi, oby w jej krwi dała życie.(..)

Niebo było różowe, kiedy otwarłam oczy. Inna przykucnęła tuż obok, obserwując moją twarz. Leżałam na plecach, z rękoma i nogami rozpostartymi niczym szprychy koła, a moja nagość okryta była najlepszym kocem mojej matki. Stara położna pomogła mi się podnieść i zaprowadziła mnie do wyścielonego słomą miejsca w namiocie.''



zdjęcia-internet 

Nauki Lei


''Wielka matka, którą my nazywamy Inanną, ofiarowała kobiecie dar, który nie jest znany mężczyznom, i jest to tajemnica krwi. Strumień wypływający przy pociemniałym księżycu, ozdrowieńcza krew narodzin księżyca; dla mężczyzn jest to tylko strumień i dolegliwość, kłopot i ból. Wyobrażają sobie, że my cierpimy, i uważają się za szczęśliwców. A my nie wyprowadzamy ich z błędu.
W czerwonym namiocie ta prawda jest znana.W czerwonym namiocie, gdzie dni mijają niczym łagodne wody potoku, w miarę jak przepływa przez nas dar Inanny, oczyszczając ciało ze  śmierci ostatniego miesiąca, przygotowując ciało do przyjęcia narodzin nowego miesiąca, gdzie kobiety składają podziękowania za wytchnienie i odnowę, za wiedzę, że życie rodzi się między nogami i że za życie płaci się krwią.''

Anita Diamant 'Czerwony namiot'.
foto: Natasa Prosenc 'Woman In The Desert'

środa, 20 listopada 2013

Pieśń porodowa




Nie lękaj się, nadchodzi czas
Nie lękaj się, kości masz mocne
Nie lękaj się, pomoc jest tuż obok
Nie lękaj się, Gula jest blisko
Nie lękaj się, dziecko stoi na progu
Nie lękaj się, będzie żyło, by przynieść ci zaszczyt
Nie lękaj się, ręce położnej są mądre
Nie lękaj się, pod sobą masz ziemię
Nie lękaj się, mamy wodę i sól
Nie lękaj się, mała matko
Nie lękaj się matko nasz wszystkich

Jest to pieśń ułatwiająca poród, śpiewana rodzącej przez towarzyszące jej kobiety i akuszerki.
Anita Diamant 'Czerwony namiot'

wtorek, 19 listopada 2013

W rytmie księżyca

 Miesiączka to moment uwolnienia – krwi, napięć, tego wszystkiego, co się
nagromadziło. Pierwszy dzień lub dwa dni miesiączki to czas wielkiej delikatności i
ciała, i uczuć. Potrzebujemy wtedy być dla siebie szczególnie troskliwe i z miłością
traktować siebie: ciało i psychikę. Powinnyśmy karmić się dobrym jedzeniem,
zrelaksować się, nie wymagać od siebie aktywności, na którą nie mamy ochoty.
Miesiączka zaprasza kobiety do środka, do kontaktu ze sobą i niezwykłymi
światami, które są w nas.
Miesiączka to nie tylko czas przemijania tego, co się nagromadziło, ale przede wszystkim czas inspiracji, szukania dalszej drogi, określania kierunku na cały następny miesiąc. Także tworzenia – pisania, malowania, tańczenia. Czas, kiedy możemy tworzyć, ale nie moment na ciężką pracę.

''Weź kąpiel w płatkach róż''
Natalia Miłuńska i Voca Ilnicka


Muzyka - Lumin Stiga

piątek, 15 listopada 2013

Galeria - River Luna


Podpatrzyłam u Lili na blogu i przepadłam. Przepiękne akwarele, można patrzeć godzinami.
klik - a  tu link do sklepiku autorki.








czwartek, 7 listopada 2013

Rośliny jadalne rosnące w naturze


Kiedyś wiedza o ziołach i roślinach jadalnych była popularna, dzieci uczyły się od od matek i babek. Większość roślin uznawanych dzisiaj za chwasty była wykorzystywana w gospodarstwie domowym do przyrządzania posiłków, leczenia, farbowania, wyrobu włókien, odzieży, kosmetyków, środków czystości. Wiedza ta zagubiła się, lecz ciągle jeszcze jest dostępna. Mimo postępu cywilizacyjnego uważam, że dobrze jest wiedzieć co nieco i umieć to wykorzystać w praktyce. Może dlatego ciągnie mnie też do szeroko pojętego surwiwalu, bushcraftu czy umiejętności radzenia sobie w naturze. Ideałem dla mnie byłaby całkowita samowystarczalność. Oczywiście nowoczesna technologia jest także potrzebna, ale to już rozważania na inny wpis.
W każdym razie postanowiłam uczyć się rozpoznawania roślin i ich wartości użytkowych.

Pod koniec października znalazłam:
gwiazdnica pospolita

Gwiazdnica pospolita: dostępna do zbioru przez cały rok .
Do zjedzenia bezpośrednio lub w sałatce, podpłomyku.
Rozgnieciona wspomaga gojenie ran.
Roślina nadaję się też jako zielenina dla ptaków domowych.













jasnota biała

Jasnota biała: lubi rosnąć z pokrzywami, gdy nie kwitnie łatwo ją z nią pomylić. Zbieramy liście i kwiaty. Kwiaty nadają się do spożycia bezpośrednio jako leśne cukierki. Z liści można zrobić sałatkę lub dodać do podpłomyka. Napar z kwiatów pomaga na dolegliwości żołądka.












wrotycz pospolity

Wrotycz pospolity: dziś uznawany za niejadalny, w dawnej medycynie ludowej był wykorzystywany. Teraz trzeba się dokopać do dobrych dawek i poczytać stare książki. Jest rośliną zawierającą olejki eteryczne, które znakomicie odstraszają robale. W użytkowaniu jedzeniowym, liście wrotyczu nadają się do opakowywania pokarmu. W ten sposób można ochronić kanapkę przed sześcionożnymi amatorami naszego pikniku.










PS. Nie chcę robić kolejnego atlasu roślin ze szczegółowymi danymi. Takich rzeczy można się dowiedzieć z książek czy z netu. Tutaj postaram się wklejać krótkie charakterystyki, wskazówki do praktycznego zastosowania. Oczywiście nie biorę odpowiedzialności za wszelkie skutki uboczne wynikłe po zastosowaniu. Każdy decyduje sam o sobie. To, że pomogło mi nie znaczy, że pomoże tobie, bo możesz być np.uczulona na jakąś substancję czynną lub konkretną roślinę.

środa, 6 listopada 2013

Idź w las, idź w las



Jeśli nie wejdziesz do lasu, to nic ci się nie przydarzy
i nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć

  
 Clarissa Pinkola Estés

wtorek, 5 listopada 2013

Kubeczek menstruacyjny, czyli żegnajcie tampony i podpaski


O kubeczku menstruacyjnym  jest głośno od jakiegoś czasu. Sama zbierałam się do kupna jakieś 3 miesiące, perspektywa zbliżającej się miesiączki sprawiła, że w końcu go zamówiłam.
Kubeczek menstruacyjny to ekologiczna alternatywa dla podpasek i tamponów. Zrobiony jest z  medycznego silikonu i można go używać przez 5-10 lat. Nie zawiera szkodliwych związków, nie ma prawdopodobieństwa szoku toksycznego, co zdarza się przy stosowaniu tamponów. Silikon jest obojętny dla organizmu, w odróżnieniu od materiału zużytego na produkcję tamponów/podpasek. One są wybielane chlorem i innymi chemikaliami, które w jakimś stopniu oddziałują na organizm. Gładki silikon nie pozwala na rozwój bakterii. Kubeczek  ma kształt miseczki zakończonej ogonkiem. Umieszcza się go w pochwie, gdzie zbiera krew miesiączkową.
Jak dla mnie bomba.
Nie lubię podpasek, zawszę czuję się jak w ceratowej pielusze, wszystko mi się odparza. Tampony za bardzo wysuszają: chłoną nie tylko krew, lecz także zwykłą wydzielinę. Poza tym trzeba często je zmieniać i uważać na sznureczek przy załatwianiu się. Podpaski i tampony to horror na wyjeździe, w lesie, pod namiotem itp. Co robić z zużytymi? zabierać ze sobą 'pakunki', bo przecież nie będę tego wyrzucać do lasu, czy zakopywać w ziemi. Palić? Trochę głupio, trzeba by osobne ognisko robić a to już nieporęcznie w grupie z facetami...

Używanie kubeczka w porównaniu z powyższymi to bajka.
umieszczenie kubeczka
Nie ma mowy że przecieknie. Nie zerwie się sznureczek. Nie odparza, nie wysusza. Nie jest wyczuwalny, można uprawiać sport, nawet pływać. Nie zostawia się śmieci!
Wreszcie, pierwszy raz odkąd zaczęłam krwawić nie zostawiłam po sobie stosów brudnych materiałów, które potem będą gnić latami  na wysypiskach. W plecaku nie zajmuje miejsca, w porównaniu do pudełka tamponów/podpasek.
Po prostu wylewam krew, przemywam kubeczek i zakładam znowu.
Osobiście uważam, że ten stary wynalazek (pierwsze patenty pochodzą z początku 20 wieku ) jest najlepszym przyjacielem kobiety w TE dni. Przemawia do mnie idea wieloletniego użytkowania kubeczka i aspekt ekologiczny. Wyprodukowanie takiego kubeczka wydaje się bardziej przyjazne dla planety niż produkcja tradycyjnych środków. Używa się jednego kubeczka przez 10 lat !
Zauważyłam też, że krew nie rozkłada się jak na tamponie/podpasce. Nie ma nieprzyjemnego zapachu, nie zmienia koloru. Wygląda i pachnie ostro, żelaziście, tak  jak krew powinna.
Gdy pierwszy raz  zobaczyłam tą krew, prawdziwą, żywą, pierwotną, to aż zakręciło mi się w głowie, że to tak jest. Tyle lat krwawię  a dopiero teraz zobaczyłam jak ona naprawdę wygląda.
Podsumowując napiszę, że nie wracam do tamponów, tych wysysaczy wszelkiej wilgoci i podpasek- szklarni i odparzalni dla mojego krocza.