wtorek, 29 października 2013

Jesienne dziady


Dziady to nasz rodzimy, słowiański obrzęd, polegający na nawiązaniu kontaktu z duszami zmarłych i pozyskaniu ich przychylności. Słowianie przedchrześcijańscy obchodzili Dziady kilka razy w roku:
na wiosnę (marzec-maj) zależnie od faz księżyca
na jesień w noc z 31 października 1 listopada. Tutaj obchody trwały kilka dni.
wg niektórych źródeł obchodzono także dziady w pozostałe pory roku.

Słowianie wierzyli w reinkarnację i w zaświaty. Wierzono, że dusza po opuszczeniu ciała przebywa w Nawi i żyje podobnie jak na ziemi. Dusze wracały na wiosnę pod postacią ptaków, wcielały się w nowe życie.

Święto Dziadów nie miało dzisiejszego smutnego wydźwięku. Odbywały się uczty na grobach, zostawiano duszom miód, jajka, kaszę. Pieczono specjalne pieczywo, w późniejszych czasach rozdawane ubogim. Dziękowano przodkom za możliwość życia na ziemi, przecież gdyby nie oni nas też by nie było. Ucztowano, pito, śpiewano i biesiadowano na grobach. Imiennie wzywano przodków na ucztę i zaopatrywano ich na dalszą drogę.
Palono ognie na grobach i rozstajach dróg, aby wędrującym duszom oświetlić i wskazać drogę do bliskich. Ogień pełnił tez funkcję ochronną - uniemożliwiał upiorom wyjście na świat, czyli duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią.
Był tez zwyczaj dorzucać gałązkę na miejscu takiej gwałtownej śmierci. Powstały stos podpalano.
W domu nie wylewało się w tym czasie wody, ponieważ można było niechcący oblać duszę, nie palono w piecu, gdyż tą drogą też mogła wejść do domu. W tą noc drzwi i okna pozostawały otwarte.


fotki: Imladis, internet 

niedziela, 27 października 2013

Galeria - Przepiękna twórczość Susan Seddon-Boulet

Na prace tej artystki natrafiłam przypadkiem i od razu mnie zauroczyły. Poruszają, wzbudzają tęsknotę, pragnienie. Nawet brakuje mi słów, żeby dokładnie opisać pojawiające się odczucia.
Tutaj strona oficjalna http://www.turningpointgallery.com/










piątek, 25 października 2013

Dotrzymywanie zobowiązań wobec siebie


Gdy jesteśmy dorosłe i wszystko nam wolno, niezmiernie ciężko przychodzi dotrzymywanie sobie obietnic. Ja tak mam. Postanowienia typu 'zacznę ćwiczyć', 'nauczę się tego', 'będę regularnie robić tamto'. Motywacja, które wystarcza na kilka pierwszych zrywów. A potem znowu zastój.
Wewnętrzne rozmowy,  skoro postanowiłam i chcę coś zmienić to powinnam ruszyć dupę i zacząć działać. A potem idę na kanapę i włączam serial.
Ciągłe ćwiczenie silnej woli, gdzie w większości przypadków wygrywa stary marazm i lenistwo.
Ile można tak być ?
Może trzeba zacząć od małych kroczków, bo zbyt ambitne plany mają to do siebie, że są za bardzo. Efekt znany, zaczynam od początku, od użalania się i że 'od jutra' to już na pewno.
O co chodzi ? Miało być 'od jutra' przecież...
Zaczyna mnie to trochę denerwować. Potrzebuję działać, małymi kroczkami, żeby  tym razem wyszło. I nie jutro, ale dzisiaj. Teraz.

Wcale też nie jest  tak, że się zmotywowałam i robię wszystko co postanowię i teraz w necie daję rady 'laski, wystarczy chcieć. Patrzcie na mnie, dałam radę, teraz czekam na okejki'. Gdzie tam.
Nie zawsze jestem gotowa na spełnianie danego sobie postanowienia. Czasem okazuje się, że samo postanowienie jest takie, że do jego spełnienia trzeba dojrzeć. I nie wychodzi, nie dlatego, że znowu zwyciężył mój leń, ale nie dojrzałam jeszcze  lub nie potrzebuję tego w tym momencie.
Gdy daję sobie na luz, pojawia się analiza. Czasem zmuszenie siebie do czegoś, na co nie jest się gotowym daje znikome efekty albo żadne.
Teraz dopiero czuję się gotowa na pewne rzeczy, o których myślałam rok temu. Nic wtedy z tego nie wyszło, ale teraz widzę, że to dobrze.
Trudno jest odróżnić realny cel, dobre i konstruktywne postanowienie od pogoni za swoim ideałem.
Wciąż się uczę.






czwartek, 24 października 2013

Inspiracja na dzień

Wczoraj kręciłam się w kółko za własnym ogonem. Dziś chcę postąpić tak  :

Miłego dnia, wilczyce :)                                                                                                           wallpapers.in.ua

środa, 23 października 2013

Różowy kwarc na kobiece dni

Kiedyś, gdy miałam dość silne bóle przed oraz menstruacyjne instynktownie wzięłam do pomocy kawałek różowego kwarcu. Kamień ma miły kształt piętki chleba i łagodne krawędzie. Położyłam go na brzuchu i tak odpoczywałam, wyobrażając sobie promieniującą z niego energię miłości.
Nie mogłam wtedy przyjmować tabletek przeciwbólowych, zresztą byłam ciekawa jak podziała kamień. Na kamieniach też jakoś szczególnie się nie znam, w tym wypadku zaufałam intuicji.

Co się okazało? Kwarc podziałał, łagodził bóle oraz napełnił mnie poczuciem harmonii, zrównoważenia, miłości do siebie, mojego brzucha, akceptacji cyklu. Od tamtego czasu pomaga mi przejść przez gorsze nastroje czy pobolewanie brzucha.

Do teraz zastanawiam się,  na ile rzeczywiście zadziałała wibracja kamienia a na ile sugestia. Efekt uzyskuję za każdym razem :).

Zaciekawiona właściwościami kwarcu  poszperałam w internecie na stronach o medycynie niekonwencjonalnej i okazało się, że różowy kwarc :

*Łagodzi wszelkie dolegliwości związane z sercem, układem krążenia i cyrkulacją krwi.
 
*Łagodzi niepokój wewnętrzny, stres, nerwowość.
   
*Posiada właściwości uzdrawiające.  Daje głębokie odprężenie, co daje naszemu organizmowi szansę na samouzdrowienie. Kwarc różowy dodatkowo wspiera ten proces stymulując nasze siły odpornościowe.

Posiada również inne właściwości, ale te wyżej wymienione odnoszą się bardziej bezpośrednio do mojego przypadku.

Gorąco namawiam do wypróbowania tego sposobu. Obojętnie, czy leczy kamień, czy działa efekt placebo - to działa. Nie będziesz musiała wtedy łykać tabletek, rozluźnisz się i zrelaksujesz.
Gdy leżę z moim kamykiem, czuję że otwieram się na swoją intuicję, na wewnętrzny głos, harmonię. Osiągam głęboki relaks i nawet jeśli zaraz potrzebuję zająć się domem czy pracą dobre samopoczucie  pozostaje.





wtorek, 22 października 2013

Kobieta - wilczyca

fotka ze zdjeciazwierzat.com


  "Wszystkie jesteśmy przepełnione tęsknotą za dzikością. Nie ma na nią żadnego kulturowego antidotum. Nauczono nas wstydzić się takich pragnień. Zapuszczałyśmy długie włosy, by zasłonić nimi swoje uczucia. Ale cień Dzikiej Kobiety wciąż za nami podąża, dniem i nocą. Nieważne, gdzie jesteśmy, ten cień ma nieodmiennie cztery łapy".

Clarissa Pinkola Estes 'Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach'

Weź kąpiel w płatkach róż - przed miesiączką

Tydzień przed miesiączką to czas, kiedy kumulują się w nas emocje i uczucia z
całego miesiąca. To moment, żeby dać sobie czas i zadać pytanie: jak się czuję?
Czy coś w ciągu mijającego miesiąca mnie zdenerwowało? Zasmuciło? Czy
potrzebuję się komuś zwierzyć, wyrazić uczucia? Czy czegoś mam dość, czegoś się
boję?
Jeśli wejdziemy w kontakt z naszymi uczuciami i emocjami, nie będą musiały
pojawiać się w postaci niewyjaśnionego płaczu, ogólnej nadwrażliwości czy
poirytowania. Nasze uczucia nigdy nie są „niewyjaśnione” albo „irracjonalne”.
Kiedy ich na bieżąco nie czujemy i nie wyrażamy, gromadzą się tak samo, jak
wyściółka macicy i domagają się ujścia. To bardzo ważne, żebyśmy zrozumiały, że
tak samo jak nasza macica, także nasza psychika chce raz w miesiącu zrobić
miejsce na nowe. Czas przed miesiączką to taki moment na psychiczne porządki,
oczyszczenie atmosfery. A uczucia, jak wiadomo, służą do czucia. W większości
wypadków nie trzeba nic specjalnego z nimi robić – wystarczy je czuć, dopóki płyną.
Zarówno zamykanie się na nie, jak i przesadne przywiązywanie się do
konkretnych emocji czy uczuć może narobić nam kłopotów.
Jeśli masz skłonność do napięcia przedmiesiączkowego, które objawia się złością
albo płaczliwością czy też ogólnym rozdrażnieniem, zadaj sobie pytanie: czy coś w
moim życiu mnie rozstraja? zasmuca? irytuje? Czy jestem „na bieżąco” z moimi
uczuciami i emocjami, czy też mam tendencję do tego, żeby je upychać po kątach?
Czy nie umiem ich wyrażać i potrzebuję się tego nauczyć?

Cytat pochodzi z książki 'Weź kąpiel w płatkach róż'. Autorkami są:
Natalia Miłuńska i Voca Ilnicka
Do pobrania na  http://seksualnosc-kobiet.pl/miesiaczka/nasz_darmowy_ebook_jak_polubic_miesiaczke

poniedziałek, 21 października 2013

Jesienne cuda










Na początek


Swoją dziką kobietę odkryłam całkiem niedawno. Okazało się, że to ja, moja zapomniana pierwotna część, pokrewna samicom zwierząt, tęskniąca za mądrością przodkiń. Czasem całkiem dzika, czasami trochę oswojona, zawsze gdzieś obecna pod skórą.